|
MIRA KUBASIŃSKA & BREAKOUT
- bardzo słaba,
- słaba,
- dobra,
- bardzo dobra,
- rewelacja
25 października 2005 Mira Kubasińska odeszła z tego świata.
Początkowo potraktowałem tą wiadomość jak kiepski żart. Przecież
jeszcze 10 dni wcześniej Mira wystąpiła na Bluesadzie, gdzie z zespołem
After Blues i gościnnym udziałem Marka Kazany dała naprawdę świetny
koncert. Widać było, że jest w dobrej formie. Nic nie wskazywało, że
Mira ma jakiekolwiek kłopoty ze zdrowiem.
Pamiętajmy, że bez Miry nie byłoby Blackoutu, albowiem
wtedy to Mira była filarem zespołu. A bez Blackoutu nie byłoby Breakoutu.
Odeszła legenda.
|
|
Mira Kubasińska - vocal
Tadeusz Nalepa - guitar
Tadeusz Trzciński - harmonica
Włodzimierz Nahorny - sax, flute
Jerzy Goleniewski - bass
Jan Mazurek - drums
Pierwsza rzecz, jaka się rzuca w oczy po wysłuchaniu
tej płyty to specyficzna atmosfera rozpaczy płynąca z tekstów. Ten album to jeden wielki skowyt
zrozpaczonej, porzuconej kobiety. Takich kobiet jednak nie ma, szczególnie
w obecnej, kapitalistycznej rzeczywistości. Dziś kobiety są zimne, wyrachowane i to
raczej one
rzucają. Sprawę wyjaśnia fakt, że teksty, zdecydowanie zbyt
kwieciste i "ludowe", napisał Bogdan Loebl i są
one odzwierciedleniem jego literackiej wizji kobiety wiernej, łagodnej
i bezbronnej.
A muzycznie jest to powrót do popowej stylistyki
grupy Blackout. Mało tu rocka czy bluesa. Piosenki są
dostosowane nastrojem do tekstów. Nie bez kozery rozpoczynający album
kawałek "Do kogo idziesz" nawiązuje do piosenki
"Still I'm sad" grupy Yardbirds. Jest to jeden z
lepszych utworów na płycie. Moja ulubiona kompozycja na tym albumie to
następny numer zatytułowany "W co mam wierzyć". Ważny
jest to utwór, gdyż po raz ostatni słyszymy wspaniały saksofon Włodzimierza
Nahornego. Nahorny pojawia się też w pięknej balladzie "A miałeś
przyjść", gdzie gra na flecie. W kilku piosenkach pojawiają
się bardzo ciekawe pomysły gitarowych riffów, rozwijane przez Nalepę
z większym powodzeniem na późniejszych płytach (np. "Tysiąc razy kocham",
"Luiza"). A pierwsze takty piosenki "Kwiaty nam
powiędły" to riff z "Communication breakdown".
Jest jednak kilka piosenek np. "Zapytam ptaków" czy "Miałam cały świat",
które wyraźnie nawiązują do muzyki ludowej, co może niektórych razić.
Wadą tej płyty jest wszechobecna atmosfera smutku i
rozpaczy. Mniej więcej połowa piosenek jest całkiem udana, ale trudno znieść ten
ciągły skowyt opuszczonej kobiety. Ciekaw jestem, jak kobiety odbierają
ten album.
|
|
Mira Kubasińska - vocal
Tadeusz Nalepa - guitar
Tadeusz Trzciński - harmonica
Jerzy Goleniewski - bass
Stefan Płaza - drums
Zdecydowanie lepsza płyta. Bardziej ostra,
rockowa, zróżnicowana. Dużo jest na niej fragmentów instrumentalnych
ze świetnymi partiami gitary. Teksty nadal mówią o miłościach
umierających lub już martwych, ale ogólnie są bardziej znośne niż
na "MIRZE", szczególnie, że więcej jest tu grania niż
śpiewania.
Pierwsza strona jest wypełniona w większości przez
długi, 12-minutowy podniosły "Wielki ogień". W jego
środku pojawia się niezły fragment ze swobodną, gitarową improwizacją. "Liście
zabrał wiatr" to urocza, akustyczna ballada z klasycznymi
korzeniami.
Najlepsze utwory wypełniają jednak stronę B
longplaya. Zarówno "Na dnie moich oczu" jak i "Masz
to dziś" to ostre, rasowe, rockowe kompozycje będące ramami dla
sporej ilości świetnych solówek. Nalepa wyraźnie zaczyna eksperymentować z różnymi
gitarowymi brzmieniami. "Czarno-czarny film" to następna
klasycyzująca ballada. Płytę kończy świetny kawałek "Dałeś
mi pierścień" ze zdumiewającymi akcentami rytmicznymi.
Bardzo nietypowy numer jak na Nalepę.
Całą płytę cechuje dobre, właściwie hardrockowe
brzmienie. Dobre uzupełnienie dyskografii Breakoutu.
|